Monthly Archives: Kwiecień 2013

Patriotyzm jest passé

„Żyje Pani historią! I na co to komu? To jest do niczego niepotrzebne”.

Kiedyś usłyszałam takie słowa, co wprowadziło mnie w pewnego rodzaju stan zamurowania. Jak można się spodziewać, było to w okresie 11. listopada, kiedy świętowaliśmy rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Na co komu historia? Dlaczego wciąż ją kultywujemy i próbujemy pozostawić w naszej pamięci? Kim tak naprawdę bylibyśmy bez niej?
Zacznijmy może od pojęcia kultury – według mnie wiąże się ono nierozerwalnie z całą historią naszego społeczeństwa. Kultura to w pewnym sensie pielęgnowanie wszelakich wytworów ludzkich (w zależności o kulturze jakiej grupy mówimy). Czy można kultywować kulturę bez uszanowania historii ludzkości/jakiejś wspólnoty/kraju? Czy można zrozumieć wszelkie zachowania/powstałą sztukę/wiarę/prawa/obyczaje czy myśli danej zbiorowości bez poznania jej historii? Według mnie oczywiście nie.

Czym więc bylibyśmy bez kultury i historii? Według Stanisława Ossowskiego:

„Kultura jest pewnym zespołem dyspozycji psychicznych przekazywanych w łonie danej zbiorowości przez kontakt społeczny i uzależniony od całego systemu stosunków międzyludzkich”.

Wyobraźmy sobie, że odcinamy się kompletnie od wszelkich wzorców, które były nam przekazywane przez wieki i kształtowały się przez tak wiele lat. Wyobraźmy sobie, że Polacy przestają interesować się własną historią zapominając o tych wszystkich ludziach, którzy poświęcili swoje życie dla naszego kraju. Jedni mogą powiedzieć, że dzięki temu moglibyśmy porzucić nasze niektóre uprzedzenia i zaszłości, które powodują, że czasami nie możemy z kimś współpracować (chociażby Niemcy, do których niektórzy do dzisiejszego dnia trzymają pewny dystans). Jeżeli jednak każde społeczeństwo postanowiłoby zapomnieć chociażby o tym, co przytrafiło się ich przodkom, o ideach, które doprowadziły do konfliktu światowego i do upadku tak wielu państw – czy tak naprawdę odniosłoby to pozytywne skutki? Nie ma szans! Z resztą, nikt nie namawia do utrzymywania uprzedzeń do ludzi, broń nas Boże od tego. Historia jednak kształtuje każde społeczeństwo i każde państwo z osobna. Zapomnieć o tym, to tak jakby zapomnieć o naszej rodzinie, to tak jakby wyrzec się wszelkich wzorców kulturowych, które powodują, że jesteśmy cywilizowanym światem. To, że niektóre z tych wzorców są nieidealne jest także prawdą. Jednakże należy na to patrzeć nie z perspektywy zmiany wszystkiego lub co gorsza porzucenia całego dorobku ludzkiego, lecz z perspektywy mikro, każdego problemu z osobna.

I w końcu: czym jest patriotyzm? Pierwsza myśl to zapewne ta wyniesiona z lekcji historii – gotowość poniesienia ofiary i oddania życia za własną ojczyznę. Jednak, stety lub niestety, żyjemy w czasach pokoju, nie musimy decydować się na oddawanie własnego istnienia dla dobra naszego kraju. Czym więc w takim razie jest ten patriotyzm? Według mnie jest to pielęgnowanie historii, tradycji, kultury czy nawet języka własnego kraju. Jest to gotowość do pracy w ramach rozwoju kraju ojczystego, to znaczy chociażby budowanie wspólnoty oraz solidarności całego społeczeństwa (lub/i wspólnoty lokalnej).

Ideałem społeczeństwa, które ma pewnego rodzaju pęd do stowarzyszania się i tworzenia takiej więzi jest społeczeństwo amerykańskie. Uzyskanie takiego poziomu w naszym kraju jest w tym momencie tak odległe, że aż niemożliwe, jednak w tym wypadku można spojrzeć na kraj europejski – Anglię – który nie umiłował sobie idei stowarzyszania, jednak dostrzegł w niej korzyści oraz skuteczny środek osiągania celów.

Ostatnio w Polsce można było usłyszeć o podziale patriotyzmu. Jak się okazuje nie ma jedności nawet tutaj.

patriotyzm jest passe

Czym więc jest prawicowy patriotyzm? Jego zwolennicy jak widzimy są faszystami, koniecznie fanatykami Jarosława Kaczyńskiego oraz Radia Maryja, niewdzięcznymi katolami, Żydami, komunistami i rzecz jasna wyznawcami teorii zamachu w Smoleńsku. Jakkolwiek próbuję to ze sobą połączyć, za każdym razem pojawia się na mojej twarzy złowieszczy uśmiech – no to byłby ciekawy miks.

Próbuję także pojąć dlaczego według „nowoczesnych patriotów” prawicowiec nie kasuje biletów, nie głosuje, czy nie wspiera polskiej kultury. Z resztą już od samego początku mamy do czynienia z wielką zmyłą społeczeństwa co do odbioru sztucznie stworzonego podziału – bo z założenia, że coś jest prawicowe to nie można tego teoretycznie połączyć z pojęciem nowoczesności z uwagi na konserwatywne poglądy tej części społeczeństwa. Używanie tak mylnych pojęć powoduje pomieszanie wartości, gdzie w końcu uzyskujemy wielki misz-masz niczego. Po za tym jeżeli „wspieranie Polskiej kultury” nie jest połączone z konserwatywnymi przymiotami, to następuje koniec klasycznego podziału wartości.

Ja jednak widzę w naszym państwie innego rodzaju podział wśród młodych: na tych, którzy uważają się za patriotów oraz na tych, którzy w ogóle nie przejmują się swoim krajem. Z powodu braku poczucia więzi w naszym społeczeństwie, ludzie gotowi są wyjechać z Polski bez mrugnięcia okiem (nawet jeżeli oferta wcale nie jest lepsza, ani nie pozwala rozwijać się naukowo czy branżowo). Fakt, jeżeli rzeczywiście nie można znaleźć pracy w kraju oczywiście warto wybrać się za granicę – doświadczenie jakie zdobędziemy z pewnością jest wielkim plusem dla naszej kariery. Jednakże wielu z tych, którzy wyjadą nie będą chcieli w ogóle powracać nawet jeżeli nie mieliby już problemu ze zdobyciem zatrudnienia we własnym kraju.

Wspieranie i promowanie oddolnych inicjatyw dotyczących budowania więzi społecznych w naszym państwie mogłoby rozpocząć ewolucje naszej polskiej mentalności. Poczucie wspólnoty spaja ludzi i powoduje przywiązanie, w tym wypadku do grup lokalnych, a dalej do własnego kraju. Jeżeli jednak poddamy się na starcie twierdząc, że lepiej wyjechać i nie mieć z tym nic wspólnego, to nigdy nie osiągniemy tego co oczekujemy. Dopóki sami nie rozpoczniemy zmian, nie możemy oczekiwać, że nagle, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko się zmieni i wróci na właściwy tor. Trzeba chcieć, trzeba działać i trzeba wierzyć.

_______________________________________________

Tekst opublikowany na stronie portalu www.poglad.com.pl

Otagowane , , , , , , , ,

Polaku, dlaczego nie głosujesz?

Demokratyczne państwo, demokratyczna Polska – o to walczyliśmy, do tego dążyliśmy. Mamy to co chcieliśmy (teoretycznie). Teraz można by rzec „masz babo placek”. Ile tak naprawdę jest demokracji w tej naszej polskiej, przaśnej demokracji?

Politologiczne guru wymienia pięć kryteriów zaistnienia demokracji w państwie (instytucji czy wspólnocie). Dahl podaje (1)rzeczywiste uczestnictwo, (2)równe prawo głosu, (3)oświecone rozumienie, (4)nadzór nad podejmowanymi zadaniami oraz (5)inkluzję dorosłych. Skupiając się na pierwszym punkcie warto zwrócić uwagę na postawę tak zwanych ‘non-voters’. Według mnie należy ich określić jako osoby, które nie poszły zagłosować, a nie jako te, które zdecydowały się nie głosować. W tym drugim przypadku wypadałoby przyjąć, że te osoby świadomie postanowiły nie oddawać głosu w nadchodzących wyborach, a to byłoby daleko idące optymistyczne założenie.

Co kieruje Polakami, którzy nie zdecydowali się pójść do urn wyborczych, by zostawić w nich swój starannie doprecyzowany oraz przemyślany głos? Na zlecenie Fundacji Batorego, CBOS w październiku 2012 roku przeprowadził badanie zatytułowane „Obywatele i wyborcy”. Po pierwsze muszę przytoczyć dane dotyczące osób, które nigdy nie brały udziału w wyborach – aż 15,8% ankietowanych przyznało się do tego! Może nie powinno mnie już nic zaskoczyć, ale jak zwykle zawsze znajdzie się taka rzecz – i proszę – szybciej niż oczekiwałam. A dlaczego Polacy nie głosują? Najczęściej wybieraną opcją jest funkcja niewystarczającej podaży politycznej, czyli to, że nie mamy na kogo zagłosować. Ankietowani zgadzali się z twierdzeniami, że (1)w Polsce podczas wyborów partie przedstawiają programy, które nie odpowiadają potrzebom ludzi, (2)partie przedstawiają kandydatów, którzy nie nadają się na posłów czy radnych, (3)nie ma szans wybrać takiej osoby, która dobrze reprezentuje miejsce zamieszkania wyborcy (dzielnicę, wieś, gminę), (4)nikt nie dba o to, by dostarczyć zwykłym ludziom wszystkie informacje niezbędne do dokonania mądrego wyboru oraz (5)partie polityczne promują swoich ludzi – miernych, ale wiernych. Przywołując jednak Mikołaja Cześnika należy pamiętać o tym, że najłatwiej wyjaśnić swoją absencję wyborczą czynnikami zewnętrznymi – czyż nie prościej zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego? Oczywiście nie należy ignorować przedstawionych przez CBOS wyników, które potwierdziły publiczny dyskurs mówiący o niedoskonałej reprezentacji politycznej w naszym kraju. Nawet na facebooku można znaleźć profil o znaczącym tytule „W tym kraju nie ma na kogo głosować”. Jedną z funkcji wyborów jest ligitymizacja całego systemu, a bez tego nasza demokracja może czuć się zagrożona. Idąc za Cześnikiem:

„trzeba szukać takich rozwiązań (przede wszystkim instytucjonalnych), które zbliżą partie polityczne (czy inne współzawodniczące o głosy wyborców byty) do obywateli; które spowodują, że relacja między wybierającymi a wybieranymi będzie ściślejsza, mocniejsza, trwalsza”.

Dobra, dobra, tylko jak?

Na koniec, ciekawostka: okazało się, że najbardziej centrową partią na polskiej scenie politycznej jest PSL. Cóż, co prawda to prawda, w końcu potrafią dogadać się z każdym.

_____________________________________________________
Tekst opublikowany na stronie portalu www.poglad.com.pl

Bibliografia:

M. Żerkowska-Balas, A. Kozaczuk, Obywatele i wybory, Fundacja Batorego, Warszawa 2013.
M. Cześnik, Uczestnictwo wyborcze a podaż w polskim systemie politycznym – komentarz do badań, Fundacja Batorego, Warszawa 2013.
M. Cześnik, Partcypacja Wyborcza w Polsce. Perspektywa Porównawcza, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2007.

Otagowane , , , , ,

Czarny sen Michnika

Prawdziwy Polak – takie hasło możemy przeczytać na okładce dziesiątego wydania tegorocznego Newsweeka. Za temat numeru obrano kwestię przypływu narodowej fali oraz ich próby dostania się do przysłowiowego centrum. Dzięki Michałowi Krzymowskiemu poznajemy pokrótce strukturę Ruchu Narodowego, który jest podobno dla każdego – zarówno dla feministki (?) jak i ochroniarza z klubu nocnego.

Opisani narodowcy są faszystami oraz antysemitami. Dlaczego antysemitami? Nikt tego nie wyjaśnia, a raczej nikt tego nie wie. Socjolog Sergiusz Kowalski w rozmowie z Piotrem Bratkowskim wypluwa cały jad przetrzymywany w myślach chyba już zbyt długo. Razem dochodzą do wniosku, że dzisiejszymi „Żydami” są homoseksualiści. Gej stał się dla narodowców pewnego rodzaju czynnikiem zakaźnym, który należy wyplenić ze społeczeństwa. Natomiast sam ruch dla pana Kowalskiego jest czymś czego nasze państwo powinno się bać i nie dopuszczać do uczestnictwa w życiu publicznym.

Jednakże cały czas wydaje mi się, że wszyscy tutaj mylą pojęcia i nie wiedzą jak długa droga jest pomiędzy nacjonalistą a faszystą. Cały czas mam wrażenie, że nie widzi się różnicy pomiędzy miłością do swojego kraju a popieraniu statolatrii i chęci obalenia demokratycznego ustroju państwa. Sama na tej linii mam problemy z umieszczeniem całego Ruchu Narodowego, tym bardziej, że wyłania się tak wielu przodowników. Tu pan Bosak, tam pan Winnicki, z innej strony pani Piasecka-Łopuszyńska (która jest szefem organizacji Kobiety dla Narodu) – nikt nie chce mówić kogo popiera i kogo widzi na stołku prezesa. Po raz kolejny inicjatywa narodowa boi się podziału. Niektórzy twierdzą, że nie są oni w stanie nic zdziałać, bo jak zwykle będą podzieleni i niezdolni do jakichkolwiek przedsięwzięć.

Dodatkowo po przeczytaniu artykułów mam wrażenie, że nie można znaleźć w Ruchu Narodowym osoby, z którą dałoby się merytorycznie porozmawiać. Sam socjolog stwierdził, że nie powinno się organizować paneli pomiędzy narodowcami a ich przeciwnikami, gdyż jak uważa „osobiście skłonny byłbym nie rozmawiać z faszystami, neonazistami, skrajnymi antysemitami”. Pytanie czy brak rozmowy nie przyczyni się do pogłębiania i narastania skrajnych zachowań?

Dlaczego nie można stworzyć ruchu nacjonalistycznego opartego na pozytywnych przesłankach? Dlaczego zawsze musi się zabrnąć za daleko i być przeciwko jakimś ideom i co gorsza przeciwko komuś, a nie za czymś?

I na koniec cytat z artykułu Krzymowskiego:

– Przeszkadza panu, że Holocher hajlował? – zwracam się do Zawiszy.

– Trzeba to wreszcie jasno powiedzieć. Stalin kazał nazywać faszystami wszystkich wrogów i to się niestety wdarło do popkultury. Przecież nawet w piosenkach Sex Pistols Wielka Brytania była nazywana „faszystowskim reżimem”.

– Co to ma wspólnego z hajlowaniem?

– To, że hajlowanie Przemka było przekorą wobec mainstreamu, młodzieńczą fanfaronadą. A Basil Fawlty z „Hotelu Zacisze” to niby jak witał niemieckich turystów? Sam uczestniczyłem w wielu alkoholowych imprezach, na których widywało się różne rzeczy.

– Pan też hajlował z przekory?

– Nie odpowiem na to pytanie.

______________________________________________________
Tekst opublikowany na stronie portalu www.poglad.com.pl

Otagowane , , , , , , ,