Czarny sen Michnika

Prawdziwy Polak – takie hasło możemy przeczytać na okładce dziesiątego wydania tegorocznego Newsweeka. Za temat numeru obrano kwestię przypływu narodowej fali oraz ich próby dostania się do przysłowiowego centrum. Dzięki Michałowi Krzymowskiemu poznajemy pokrótce strukturę Ruchu Narodowego, który jest podobno dla każdego – zarówno dla feministki (?) jak i ochroniarza z klubu nocnego.

Opisani narodowcy są faszystami oraz antysemitami. Dlaczego antysemitami? Nikt tego nie wyjaśnia, a raczej nikt tego nie wie. Socjolog Sergiusz Kowalski w rozmowie z Piotrem Bratkowskim wypluwa cały jad przetrzymywany w myślach chyba już zbyt długo. Razem dochodzą do wniosku, że dzisiejszymi „Żydami” są homoseksualiści. Gej stał się dla narodowców pewnego rodzaju czynnikiem zakaźnym, który należy wyplenić ze społeczeństwa. Natomiast sam ruch dla pana Kowalskiego jest czymś czego nasze państwo powinno się bać i nie dopuszczać do uczestnictwa w życiu publicznym.

Jednakże cały czas wydaje mi się, że wszyscy tutaj mylą pojęcia i nie wiedzą jak długa droga jest pomiędzy nacjonalistą a faszystą. Cały czas mam wrażenie, że nie widzi się różnicy pomiędzy miłością do swojego kraju a popieraniu statolatrii i chęci obalenia demokratycznego ustroju państwa. Sama na tej linii mam problemy z umieszczeniem całego Ruchu Narodowego, tym bardziej, że wyłania się tak wielu przodowników. Tu pan Bosak, tam pan Winnicki, z innej strony pani Piasecka-Łopuszyńska (która jest szefem organizacji Kobiety dla Narodu) – nikt nie chce mówić kogo popiera i kogo widzi na stołku prezesa. Po raz kolejny inicjatywa narodowa boi się podziału. Niektórzy twierdzą, że nie są oni w stanie nic zdziałać, bo jak zwykle będą podzieleni i niezdolni do jakichkolwiek przedsięwzięć.

Dodatkowo po przeczytaniu artykułów mam wrażenie, że nie można znaleźć w Ruchu Narodowym osoby, z którą dałoby się merytorycznie porozmawiać. Sam socjolog stwierdził, że nie powinno się organizować paneli pomiędzy narodowcami a ich przeciwnikami, gdyż jak uważa „osobiście skłonny byłbym nie rozmawiać z faszystami, neonazistami, skrajnymi antysemitami”. Pytanie czy brak rozmowy nie przyczyni się do pogłębiania i narastania skrajnych zachowań?

Dlaczego nie można stworzyć ruchu nacjonalistycznego opartego na pozytywnych przesłankach? Dlaczego zawsze musi się zabrnąć za daleko i być przeciwko jakimś ideom i co gorsza przeciwko komuś, a nie za czymś?

I na koniec cytat z artykułu Krzymowskiego:

– Przeszkadza panu, że Holocher hajlował? – zwracam się do Zawiszy.

– Trzeba to wreszcie jasno powiedzieć. Stalin kazał nazywać faszystami wszystkich wrogów i to się niestety wdarło do popkultury. Przecież nawet w piosenkach Sex Pistols Wielka Brytania była nazywana „faszystowskim reżimem”.

– Co to ma wspólnego z hajlowaniem?

– To, że hajlowanie Przemka było przekorą wobec mainstreamu, młodzieńczą fanfaronadą. A Basil Fawlty z „Hotelu Zacisze” to niby jak witał niemieckich turystów? Sam uczestniczyłem w wielu alkoholowych imprezach, na których widywało się różne rzeczy.

– Pan też hajlował z przekory?

– Nie odpowiem na to pytanie.

______________________________________________________
Tekst opublikowany na stronie portalu www.poglad.com.pl

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,

Układ nad układami i wszystko jest układem?

Vanitas vanitatum, et omnia vanitas! Europol opublikował raport mówiący o tym, że w Europie mogło być ustawianych 380 meczów, w tym mecze Ligi Mistrzów(sic!). Jednak, jak się okazało, nie tylko futbol europejski jest skorumpowaną dziedziną sportu. Ku mojemu zdziwieniu, albo raczej smutkowi, podaje się przykłady ustawki w tak zwanym białym sporcie. Tenis ziemny zawsze wydawał się dziedziną dla dżentelmenów, ale ten czas odszedł w niepamięć – chociaż niekoniecznie trzeba na to narzekać… Auć! Wracając do tematu.

Zepsucie nie ominęło także naszego systemu politycznego. Klientyzm, nepotyzm oraz w końcu działania korupcyjne – nie wiem czy którekolwiek państwo byłoby w stanie obejść się bez nich. Czasami można odnieść wrażenie, że te działania wręcz zakorzeniły się w naszej mentalności. Dlaczego tak jest? Polska jako państwo z historią kraju komunistycznego ma do tego jeszcze większe predyspozycje. Działało się wtedy antysystemowo, co oznacza, że korupcja miała nawet przyzwolenie publiczne wśród obywateli. Jak wiadomo, trudno jest się wyzbyć nawyków, nawet nie jednostkowych, ale przyzwyczajeń całej społeczności – nie zmienia to jednak faktu, że niesamowicie utrudnia to proces budowania demokracji, a idąc dalej umacniana systemu już powstałego.

Jak przeciwdziałać działaniom korupcyjnym? Wiadomo, że nie wynaleziono panaceum, leku na całe zło i chorobę niewątpliwie zakaźną. Są jednak pewne propozycje przeciwdziałania – mi chodzi tutaj głównie o jedną – zwalczanie jej swoim przeciwieństwem, czyli sprawowaniem władzy publicznej dla dobra wspólnego (a nie własnego). Jak wiadomo, szary obywatel -jak ja- ma na co dzień możliwość spotkania się z pierwszym poziomem działań korupcyjnych, mianowicie z interakcjami między urzędnikami a obywatelami. Niektórzy teoretycy uważają, że publiczne zaangażowanie umacnia poczucie wspólnoty, a tym samym zapobiega korupcji – jest to niewątpliwe nawiązanie do kapitału społecznego tak opisywanego przez Roberta Putnama. Tak więc uczestnictwo w sferze publicznej ma zasadnicze znaczenie dla realizacji wspólnego dobra, a samo zaangażowanie (pojmowane na zasadach republikańskich) ma prowadzić do samorealizacji oraz powiązania dobra prywatnego z dobrem publicznym.

Czy samo zaangażowanie się w sprawy publiczne może uleczyć państwo od korupcji? Pewnie nie. Nie zapominajmy jednak o tym, że łączy się to z powstawaniem pewnego rodzaju wspólnoty pomiędzy obywatelami, co prowadzi do nawiązywania pewnego rodzaju współpracy, a -jak już kiedyś napisałam- wpływa to na zaufanie jakim obdarowujemy inne osoby. Paul Heywood twierdzi, że zjawisko korupcji politycznej jest najbardziej poważne w systemie demokratycznym, co wydaje się o tyle dziwne, że podważa go u samych podstaw. Nie można dlatego zapomnieć, że uzdrawianie świata należy zacząć od siebie, a gdy osiągamy już jakieś wyniki, możemy iść dalej. Wystarczy chcieć.

boczek-układ
Rysunek by Boczek
________________________________________________
Artykuł ukazał się na łamach magazynu studenckiego Podaj Dalej!

Otagowane , , , , ,

Obywatel-prymityw?

“Tak więc typowy obywatel spada na niższy poziom mentalny, gdy tylko wkracza w dziedzinę polityki. Argumentuje i analizuje w sposób, który sam gotów byłby uznać za dziecinny w sferze rzeczywistych zainteresowań. Staje się z powrotem prymitywny. Zaczyna myśleć w sposób asocjatywny i afektywny”.

Joseph Schumpeter

Czy obywatel niezainteresowany polityką powinien angażować się i uczestniczyć w procesie rządzenia? Przywołując Arenda Lijpharta największymi wartościami demokracji są równość oraz obywatelskie uczestnictwo. Jednakże czy ktoś niechętny współdziałaniu w dziedzinie polityki , zarówno lokalnej jak i państwowej, może skutecznie uczestniczyć i decydować o sprawach ważnych dla społeczeństwa?

We współczesnej teorii demokracji wyróżniamy dwa nurty: (1)klasyczny oraz (2)elitarystyczny. Upraszczając, pierwszy zakłada, że dla demokracji najważniejszym elementem jest uczestnictwo w sensie konkretnego wpływania na rzeczywistość. Idąc za Giovannim Sartorim, chodzi tu o osobisty udział, aktywne uczestnictwo i chętne włączanie się [przykładowo w różne inicjatywy]. Drugi nurt sprowadza obywatela tylko i wyłącznie do roli wyborcy, który po oddaniu głosu powinien pozostawić rządzenie w rękach wybranych osób. W ten sposób jednostka wpływa na konkurencję między elitami, które walczą o głosy wyborców. Nie wierząc w kompetencje obywateli Joseph Schumpeter zakłada, że jest to wystarczający czynnik, przez który społeczeństwo może mieć wpływ na proces sprawowania władzy.

Wnioski te prowadzą mnie do dwóch pytań: (1)czy uczestnictwo wyborcze jest wystarczającym elementem uczestniczenia oraz (2)czy należy dążyć do podniesienia uczestnictwa wyborczego w społeczeństwie?

Często sam akt wyborczy jest jedynym działaniem podejmowanym przez jednostkę w sferze działań obywatelskich. A co jeżeli rezygnuje ona z tego przywileju? Odpowiadając sobie w takim razie na pierwsze pytanie, można stwierdzić, że wtedy zostaje ona wyeliminowana z jakiegokolwiek wpływu na władzę czy państwo. Jednakże czy podnoszenie frekwencji wyborczej wpływa na poprawę jakości demokracji? Nie koniecznie, tym bardziej jeżeli chcemy wymusić od osoby sam fakt pójścia do urn [głosowanie obowiązkowe]. Lecz czy nie wygodniej oraz bardziej efektywne byłoby, gdyby obywatele angażowali się w działalność społeczności lokalnych pomagając z ten sposób zarówno innym jak i samym sobie? Kiedy wyjdziemy z założenia, że jest to faktycznie opłacalna działalność?

________________________________________________
Artykuł ukazał się na łamach magazynu studenckiego Podaj Dalej!
http://www.podajdalej.info.pl/wiadomosci/76/obywatel-prymityw

Otagowane , , , , , , ,

Społeczeństwo leniwców?

Czasami mam wrażenie, że żyję w jakimś innym świecie, tuż obok tego realnego, zamieszkiwanego przez większość. Czasami rozmawiając z niektórymi osobami widzę jak spoglądają na mnie z wielkim zdziwieniem, jakby nie rozumieli moich słów. Czasami poważnie zastanawiam się, czy ja nadal studiuję nauki społeczne, a nie fizykę jądrową.

Pojęcie społeczeństwa obywatelskiego prześladuje mnie już od liceum i przyznam szczerze, nie rozumiałam wtedy tego zagadnienia. Było dla mnie całkowicie abstrakcyjne, wręcz niepotrzebne. Teraz zastanawiam się co było tego przyczyną: niewystarczająca edukacja obywatelska w szkole, brak własnego, głębszego zainteresowania instytucjami i organizacjami społecznymi, czy (moja ulubiona przeszkoda) winny był system?

A co z tą powszechną niewiedzą dotyczącą różnych terminów społecznych? Pojęcie wspólnoty obywatelskiej można ewentualnie wydedukować, ale gdy jest już mowa o kapitale społecznym – pojawia się wielka niewiadoma. Powiem tylko, że jest on głównie oparty na zaufaniu i współpracy, które wzajemnie się nakręcają. Aktualnie próbuję sobie powtarzać, że nie każdy interesuje się kwestią zaangażowania obywatelskiego, lecz czy nie żyjemy właśnie we wspólnocie, na którą wszyscy powinni się składać? Prawdą jest, że zaufanie nie jest naszą mocną stroną, gdyż ponad 70 procent całego społeczeństwa uważa, że w utrzymywaniu stosunków z innymi trzeba być bardzo ostrożnym. Co ważne, u młodych ludzi wygląda to zdecydowanie lepiej, co można przypisywać zarówno znacznie mniejszym doświadczeniom życiowym, ale także pewnym zmianom, które zachodzą w naszej społeczności. Dlatego w tej chwili należy jak najbardziej promować wszelkie działania społeczne, czyli wolontariat.

W tym momencie muszę zaznaczyć, że zauważyłam ostatnio częste korzystanie z określenia „wolontariat jest modny” – i za każdym razem denerwuje mnie to niesamowicie. Wiadomo, że marketingowcy mają różne pomysły na promocję, jednak dla mnie, być może ze względu na takie a nie inne wykształcenie, zestawienie to jest delikatnie mówiąc niepoprawne. Sensowność pracy i działań społecznych, powinna być zakorzeniona w naszych potrzebach jako człowieka i obywatela. Angażowanie się w takiego typu inicjatywy tylko i wyłącznie dla uznania otoczenia jest całkowitym zaprzeczeniem idei społeczeństwa obywatelskiego.

Ale czy tak naprawdę wiemy co oznacza wolontariat? Badania CBOS udowadniają, że część osób spośród tych, które podejmują dobrowolną, nieodpłatną pracę społeczną nie utożsamia się z pojęciem wolontariusza lub tego pojęcia nie rozumie, a duży odsetek respondentów myli pojęcie wolontariatu z innymi działaniami podejmowanymi w celach społecznych: 26% respondentów uważa, że wysłanie dobroczynnego SMS-a albo wrzucenie pieniędzy do puszki w trakcie zbiórki publicznej (49%), mieści się w działalności wolontariusza.

Należy pamiętać, że praca wolontariusza nie oznacza tylko udzielania się na rzecz organizacji społecznych, ale są to także działania wykonywane nieodpłatnie w ramach instytucji publicznych. Thomas More mawiał, że rzadkością jest społeczeństwo mądrze zorganizowane. My pozostańmy być może na razie na etapie „społeczeństwa”, które będziemy próbowali „mądrze” ukształtować. Resztą zajmiemy się kolejnym razem…

Wykorzystane dane pochodzą z badań CBOS, a także ogólnopolskiego badania studentów, zrealizowanego przez Koło Naukowe Studentów Instytutu Politologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie (niedługo ukaże się książka dotycząca elektoratu Ruchu Palikota).
________________________________________________
Artykuł ukazał się na łamach magazynu studenckiego Podaj Dalej!
http://www.podajdalej.info.pl/wiadomosci/63/spoleczenstwo-leniwcow

Otagowane , , , ,

Myślisz, że myślisz?

Na fali uniesienia po przeczytaniu ostatnio tekstu Bielawskiego powróciłam do innych publikacji traktujących mniej lub bardziej o tym problemie.

Jak za pewne zauważyliście jest kilka tematów, o których Polacy wiedzą wszystko. Jest to między innymi piłka nożna, medycyna, PR i oczywiście polityka. Polak zna się na polityce! Przecież to takie normalne i oczywiste. Jakby mógł się nie znać? W końcu ma prawo głosu, chodzi na wybory, ogląda wiadomości i wie o co chodzi. Przaśny Polak siedząc przed telewizorem zna się i na oświacie i na prawie, nie wspominając już o zarządzaniu ministerstwem sportu – toż to połączenie jego dwóch największych pasji!
Wracając do Bielawskiego, wysunął on dosyć ciekawą definicję, że:

„jeżeli ktoś nie ma na temat jakiejś dziedziny żadnej wiedzy i zdaje sobie z tego sprawę ma w danej dyscyplinie wiedzę zerowa; natomiast jeśli na temat danej dziedziny nie wie nic, a jest przekonany o swojej kompetencji ma wiedzę ujemna”.

Czasami mam wrażenie, że powinna się ona wyświetlać na każdym mijanym przez nas bilbordzie by przypominać nam to czego nie wiemy. Idąc dalej, już bardziej bezpośrednio zahaczając o politykę, przypomniałam sobie dawno czytany cytat Schumpetera. W zasadzie pomyślałam wtedy, że to nie dziwne, iż teksty z nauki o polityce nie są czytane powszechnie, bo nawet gdyby do tego pretendowały, to i tak wystawione przez autorów oceny społeczeństwu jako ogółowi są tak ostre, że zaraz wszyscy by się obrazili i rzucili teksty w kąt. Schumpeter uważa, że:

„typowy obywatel spada na niższy poziom mentalny, gdy tylko wkracza w dziedzinę polityki. Argumentuje i analizuje w sposób, który sam gotów byłby uznać za dziecinny w sferze rzeczywistych zainteresowań. Staje się z powrotem prymitywny. Zaczyna myśleć w sposób asocjatywny i afektywny”.

Sartori komentując te stwierdzenia, napisał że przeważnie w innych strefach niewiedzy jesteśmy zniechęcani do przekraczania granicy, ale w dziedzinie polityki jesteśmy do tego wręcz zachęcani. Nie sądzę by mogło to ulec zmianie, dlatego należy się zastanowić nad tym jak sukcesywnie podnosić wiedzę ogółu społeczeństwa na tematy polityczne.
Jakiś czas temu miała miejsce debata poświęcona ekonomicznym zagadnieniom. Jak wiadomo została ona zorganizowana przez PiS i dla wielu był to powód, by jej nie oglądać(!). Zostali zaproszeni różni eksperci, trwało to kilka godzin, a cała debata była transmitowana w telewizji. Nie pamiętam kiedy ostatni raz była podobna sytuacja, aby społeczeństwo mogło zobaczyć dyskusje ekspertów na żywo, posłuchać ich komentarzy, pomyśleć o tym co mówili. Czy takie sytuacje powinny częściej mieć miejsce? Od razu mam przed oczami słowa Poppera, aż zacytuję:

„taka debata i taka większość skłonią ludzi do myślenia. Ależ nie – [myślenie] to zbyt wielkie słowo. Ludzie z reguły nie myślą. Jednak to, co się tutaj zdarzyło, będzie im uzmysławiać, że w końcu coś musi być w tej sprawie”.

I tym optymistycznym akcentem zakończę dzisiaj moje żale, które już od dłuższego czasu mnie drażniły.

________
PS. Nawiązując do naszego ministerstwa sportu (którym z pewnością każde z nas lepiej by zarządzało, prawda??) przeczytałam dzisiaj na wyświetlaczu w tramwaju (ta nowoczesność), że mamy nowego prezesa Narodowego Centrum Sportu! Tym razem jeszcze ministrze się upiekło, a proroctwa Newsweeka z poprzedniego tygodnia nie sprawdziły się. Ależ oni razem słodko wyglądają!

Muszka
fot. PAP/Radek Pietruszka

Otagowane , , , , ,