Tag Archives: społeczeństwo obywatelskie

Patriotyzm jest passé

„Żyje Pani historią! I na co to komu? To jest do niczego niepotrzebne”.

Kiedyś usłyszałam takie słowa, co wprowadziło mnie w pewnego rodzaju stan zamurowania. Jak można się spodziewać, było to w okresie 11. listopada, kiedy świętowaliśmy rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Na co komu historia? Dlaczego wciąż ją kultywujemy i próbujemy pozostawić w naszej pamięci? Kim tak naprawdę bylibyśmy bez niej?
Zacznijmy może od pojęcia kultury – według mnie wiąże się ono nierozerwalnie z całą historią naszego społeczeństwa. Kultura to w pewnym sensie pielęgnowanie wszelakich wytworów ludzkich (w zależności o kulturze jakiej grupy mówimy). Czy można kultywować kulturę bez uszanowania historii ludzkości/jakiejś wspólnoty/kraju? Czy można zrozumieć wszelkie zachowania/powstałą sztukę/wiarę/prawa/obyczaje czy myśli danej zbiorowości bez poznania jej historii? Według mnie oczywiście nie.

Czym więc bylibyśmy bez kultury i historii? Według Stanisława Ossowskiego:

„Kultura jest pewnym zespołem dyspozycji psychicznych przekazywanych w łonie danej zbiorowości przez kontakt społeczny i uzależniony od całego systemu stosunków międzyludzkich”.

Wyobraźmy sobie, że odcinamy się kompletnie od wszelkich wzorców, które były nam przekazywane przez wieki i kształtowały się przez tak wiele lat. Wyobraźmy sobie, że Polacy przestają interesować się własną historią zapominając o tych wszystkich ludziach, którzy poświęcili swoje życie dla naszego kraju. Jedni mogą powiedzieć, że dzięki temu moglibyśmy porzucić nasze niektóre uprzedzenia i zaszłości, które powodują, że czasami nie możemy z kimś współpracować (chociażby Niemcy, do których niektórzy do dzisiejszego dnia trzymają pewny dystans). Jeżeli jednak każde społeczeństwo postanowiłoby zapomnieć chociażby o tym, co przytrafiło się ich przodkom, o ideach, które doprowadziły do konfliktu światowego i do upadku tak wielu państw – czy tak naprawdę odniosłoby to pozytywne skutki? Nie ma szans! Z resztą, nikt nie namawia do utrzymywania uprzedzeń do ludzi, broń nas Boże od tego. Historia jednak kształtuje każde społeczeństwo i każde państwo z osobna. Zapomnieć o tym, to tak jakby zapomnieć o naszej rodzinie, to tak jakby wyrzec się wszelkich wzorców kulturowych, które powodują, że jesteśmy cywilizowanym światem. To, że niektóre z tych wzorców są nieidealne jest także prawdą. Jednakże należy na to patrzeć nie z perspektywy zmiany wszystkiego lub co gorsza porzucenia całego dorobku ludzkiego, lecz z perspektywy mikro, każdego problemu z osobna.

I w końcu: czym jest patriotyzm? Pierwsza myśl to zapewne ta wyniesiona z lekcji historii – gotowość poniesienia ofiary i oddania życia za własną ojczyznę. Jednak, stety lub niestety, żyjemy w czasach pokoju, nie musimy decydować się na oddawanie własnego istnienia dla dobra naszego kraju. Czym więc w takim razie jest ten patriotyzm? Według mnie jest to pielęgnowanie historii, tradycji, kultury czy nawet języka własnego kraju. Jest to gotowość do pracy w ramach rozwoju kraju ojczystego, to znaczy chociażby budowanie wspólnoty oraz solidarności całego społeczeństwa (lub/i wspólnoty lokalnej).

Ideałem społeczeństwa, które ma pewnego rodzaju pęd do stowarzyszania się i tworzenia takiej więzi jest społeczeństwo amerykańskie. Uzyskanie takiego poziomu w naszym kraju jest w tym momencie tak odległe, że aż niemożliwe, jednak w tym wypadku można spojrzeć na kraj europejski – Anglię – który nie umiłował sobie idei stowarzyszania, jednak dostrzegł w niej korzyści oraz skuteczny środek osiągania celów.

Ostatnio w Polsce można było usłyszeć o podziale patriotyzmu. Jak się okazuje nie ma jedności nawet tutaj.

patriotyzm jest passe

Czym więc jest prawicowy patriotyzm? Jego zwolennicy jak widzimy są faszystami, koniecznie fanatykami Jarosława Kaczyńskiego oraz Radia Maryja, niewdzięcznymi katolami, Żydami, komunistami i rzecz jasna wyznawcami teorii zamachu w Smoleńsku. Jakkolwiek próbuję to ze sobą połączyć, za każdym razem pojawia się na mojej twarzy złowieszczy uśmiech – no to byłby ciekawy miks.

Próbuję także pojąć dlaczego według „nowoczesnych patriotów” prawicowiec nie kasuje biletów, nie głosuje, czy nie wspiera polskiej kultury. Z resztą już od samego początku mamy do czynienia z wielką zmyłą społeczeństwa co do odbioru sztucznie stworzonego podziału – bo z założenia, że coś jest prawicowe to nie można tego teoretycznie połączyć z pojęciem nowoczesności z uwagi na konserwatywne poglądy tej części społeczeństwa. Używanie tak mylnych pojęć powoduje pomieszanie wartości, gdzie w końcu uzyskujemy wielki misz-masz niczego. Po za tym jeżeli „wspieranie Polskiej kultury” nie jest połączone z konserwatywnymi przymiotami, to następuje koniec klasycznego podziału wartości.

Ja jednak widzę w naszym państwie innego rodzaju podział wśród młodych: na tych, którzy uważają się za patriotów oraz na tych, którzy w ogóle nie przejmują się swoim krajem. Z powodu braku poczucia więzi w naszym społeczeństwie, ludzie gotowi są wyjechać z Polski bez mrugnięcia okiem (nawet jeżeli oferta wcale nie jest lepsza, ani nie pozwala rozwijać się naukowo czy branżowo). Fakt, jeżeli rzeczywiście nie można znaleźć pracy w kraju oczywiście warto wybrać się za granicę – doświadczenie jakie zdobędziemy z pewnością jest wielkim plusem dla naszej kariery. Jednakże wielu z tych, którzy wyjadą nie będą chcieli w ogóle powracać nawet jeżeli nie mieliby już problemu ze zdobyciem zatrudnienia we własnym kraju.

Wspieranie i promowanie oddolnych inicjatyw dotyczących budowania więzi społecznych w naszym państwie mogłoby rozpocząć ewolucje naszej polskiej mentalności. Poczucie wspólnoty spaja ludzi i powoduje przywiązanie, w tym wypadku do grup lokalnych, a dalej do własnego kraju. Jeżeli jednak poddamy się na starcie twierdząc, że lepiej wyjechać i nie mieć z tym nic wspólnego, to nigdy nie osiągniemy tego co oczekujemy. Dopóki sami nie rozpoczniemy zmian, nie możemy oczekiwać, że nagle, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko się zmieni i wróci na właściwy tor. Trzeba chcieć, trzeba działać i trzeba wierzyć.

_______________________________________________

Tekst opublikowany na stronie portalu www.poglad.com.pl

Otagowane , , , , , , , ,

Obywatel-prymityw?

“Tak więc typowy obywatel spada na niższy poziom mentalny, gdy tylko wkracza w dziedzinę polityki. Argumentuje i analizuje w sposób, który sam gotów byłby uznać za dziecinny w sferze rzeczywistych zainteresowań. Staje się z powrotem prymitywny. Zaczyna myśleć w sposób asocjatywny i afektywny”.

Joseph Schumpeter

Czy obywatel niezainteresowany polityką powinien angażować się i uczestniczyć w procesie rządzenia? Przywołując Arenda Lijpharta największymi wartościami demokracji są równość oraz obywatelskie uczestnictwo. Jednakże czy ktoś niechętny współdziałaniu w dziedzinie polityki , zarówno lokalnej jak i państwowej, może skutecznie uczestniczyć i decydować o sprawach ważnych dla społeczeństwa?

We współczesnej teorii demokracji wyróżniamy dwa nurty: (1)klasyczny oraz (2)elitarystyczny. Upraszczając, pierwszy zakłada, że dla demokracji najważniejszym elementem jest uczestnictwo w sensie konkretnego wpływania na rzeczywistość. Idąc za Giovannim Sartorim, chodzi tu o osobisty udział, aktywne uczestnictwo i chętne włączanie się [przykładowo w różne inicjatywy]. Drugi nurt sprowadza obywatela tylko i wyłącznie do roli wyborcy, który po oddaniu głosu powinien pozostawić rządzenie w rękach wybranych osób. W ten sposób jednostka wpływa na konkurencję między elitami, które walczą o głosy wyborców. Nie wierząc w kompetencje obywateli Joseph Schumpeter zakłada, że jest to wystarczający czynnik, przez który społeczeństwo może mieć wpływ na proces sprawowania władzy.

Wnioski te prowadzą mnie do dwóch pytań: (1)czy uczestnictwo wyborcze jest wystarczającym elementem uczestniczenia oraz (2)czy należy dążyć do podniesienia uczestnictwa wyborczego w społeczeństwie?

Często sam akt wyborczy jest jedynym działaniem podejmowanym przez jednostkę w sferze działań obywatelskich. A co jeżeli rezygnuje ona z tego przywileju? Odpowiadając sobie w takim razie na pierwsze pytanie, można stwierdzić, że wtedy zostaje ona wyeliminowana z jakiegokolwiek wpływu na władzę czy państwo. Jednakże czy podnoszenie frekwencji wyborczej wpływa na poprawę jakości demokracji? Nie koniecznie, tym bardziej jeżeli chcemy wymusić od osoby sam fakt pójścia do urn [głosowanie obowiązkowe]. Lecz czy nie wygodniej oraz bardziej efektywne byłoby, gdyby obywatele angażowali się w działalność społeczności lokalnych pomagając z ten sposób zarówno innym jak i samym sobie? Kiedy wyjdziemy z założenia, że jest to faktycznie opłacalna działalność?

________________________________________________
Artykuł ukazał się na łamach magazynu studenckiego Podaj Dalej!
http://www.podajdalej.info.pl/wiadomosci/76/obywatel-prymityw

Otagowane , , , , , , ,

Społeczeństwo leniwców?

Czasami mam wrażenie, że żyję w jakimś innym świecie, tuż obok tego realnego, zamieszkiwanego przez większość. Czasami rozmawiając z niektórymi osobami widzę jak spoglądają na mnie z wielkim zdziwieniem, jakby nie rozumieli moich słów. Czasami poważnie zastanawiam się, czy ja nadal studiuję nauki społeczne, a nie fizykę jądrową.

Pojęcie społeczeństwa obywatelskiego prześladuje mnie już od liceum i przyznam szczerze, nie rozumiałam wtedy tego zagadnienia. Było dla mnie całkowicie abstrakcyjne, wręcz niepotrzebne. Teraz zastanawiam się co było tego przyczyną: niewystarczająca edukacja obywatelska w szkole, brak własnego, głębszego zainteresowania instytucjami i organizacjami społecznymi, czy (moja ulubiona przeszkoda) winny był system?

A co z tą powszechną niewiedzą dotyczącą różnych terminów społecznych? Pojęcie wspólnoty obywatelskiej można ewentualnie wydedukować, ale gdy jest już mowa o kapitale społecznym – pojawia się wielka niewiadoma. Powiem tylko, że jest on głównie oparty na zaufaniu i współpracy, które wzajemnie się nakręcają. Aktualnie próbuję sobie powtarzać, że nie każdy interesuje się kwestią zaangażowania obywatelskiego, lecz czy nie żyjemy właśnie we wspólnocie, na którą wszyscy powinni się składać? Prawdą jest, że zaufanie nie jest naszą mocną stroną, gdyż ponad 70 procent całego społeczeństwa uważa, że w utrzymywaniu stosunków z innymi trzeba być bardzo ostrożnym. Co ważne, u młodych ludzi wygląda to zdecydowanie lepiej, co można przypisywać zarówno znacznie mniejszym doświadczeniom życiowym, ale także pewnym zmianom, które zachodzą w naszej społeczności. Dlatego w tej chwili należy jak najbardziej promować wszelkie działania społeczne, czyli wolontariat.

W tym momencie muszę zaznaczyć, że zauważyłam ostatnio częste korzystanie z określenia „wolontariat jest modny” – i za każdym razem denerwuje mnie to niesamowicie. Wiadomo, że marketingowcy mają różne pomysły na promocję, jednak dla mnie, być może ze względu na takie a nie inne wykształcenie, zestawienie to jest delikatnie mówiąc niepoprawne. Sensowność pracy i działań społecznych, powinna być zakorzeniona w naszych potrzebach jako człowieka i obywatela. Angażowanie się w takiego typu inicjatywy tylko i wyłącznie dla uznania otoczenia jest całkowitym zaprzeczeniem idei społeczeństwa obywatelskiego.

Ale czy tak naprawdę wiemy co oznacza wolontariat? Badania CBOS udowadniają, że część osób spośród tych, które podejmują dobrowolną, nieodpłatną pracę społeczną nie utożsamia się z pojęciem wolontariusza lub tego pojęcia nie rozumie, a duży odsetek respondentów myli pojęcie wolontariatu z innymi działaniami podejmowanymi w celach społecznych: 26% respondentów uważa, że wysłanie dobroczynnego SMS-a albo wrzucenie pieniędzy do puszki w trakcie zbiórki publicznej (49%), mieści się w działalności wolontariusza.

Należy pamiętać, że praca wolontariusza nie oznacza tylko udzielania się na rzecz organizacji społecznych, ale są to także działania wykonywane nieodpłatnie w ramach instytucji publicznych. Thomas More mawiał, że rzadkością jest społeczeństwo mądrze zorganizowane. My pozostańmy być może na razie na etapie „społeczeństwa”, które będziemy próbowali „mądrze” ukształtować. Resztą zajmiemy się kolejnym razem…

Wykorzystane dane pochodzą z badań CBOS, a także ogólnopolskiego badania studentów, zrealizowanego przez Koło Naukowe Studentów Instytutu Politologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie (niedługo ukaże się książka dotycząca elektoratu Ruchu Palikota).
________________________________________________
Artykuł ukazał się na łamach magazynu studenckiego Podaj Dalej!
http://www.podajdalej.info.pl/wiadomosci/63/spoleczenstwo-leniwcow

Otagowane , , , ,

Homo nie-sapiens politicus

Kwestia społeczeństwa obywatelskiego jest czymś znanym, ale nie do końca rozumianym przez poszczególnych ludzi. Nie chce tutaj podawać różnych terminów, tak samo jak nie mam zamiaru dokładnie wyjaśniać tego pojęcia. Chciałam się skupić na połączeniu i znalezieniu zależności miedzy myślą polityczną a działaniem, na którym właśnie opiera się założenie społeczeństwa obywatelskiego.

Sama idea społeczeństwa obywatelskiego sięga czasów starożytnych. Arystoteles utożsamiał społeczeństwo obywatelskie ze społeczeństwem politycznym, co może być kluczowe w połączeniu tych terminów z problemem myśli politycznej. Glenn Tinder twierdzi, że:

Współczesna kultura amerykańska potęguje naszą naturalną niechęć do myślenia.

Wg niego, istnieją „dwie siły”, które powodują niechęć obywateli do myślenia (politycznego – przynajmniej mam taką nadzieję). Są to mianowicie (1)skłonność do działania oraz (2)głód faktów. Skłonność Amerykanów do stowarzyszania się była i jest czymś, co osobiście podziwiam. Być może dlatego, że w Polsce wygląda to całkiem inaczej. Oczywiście samo stowarzyszanie kojarzy się bezpośrednio z istnieniem społeczeństwa obywatelskiego w danym państwie – a także stricte z działaniem. „Duch działania” jest niezwykle korzystny dla społeczności, pomaga osiągać różne pomysły wspólnie, a nie indywidualnie, co w tym drugim przypadku mogłoby być czasem trudne do sfinalizowania. Alexis de Tocqueville wspominał o tym w swoim dziele „O demokracji w Ameryce” porównując zwyczaje Amerykanów i Anglików. Stwierdził, że:

Anglicy uważają stowarzyszenia za skuteczny środek działania, Amerykanie wydają się widzieć w nich jedyny środek jaki istnieje.

I teraz pojawia się niemały problem. Idąc dalej za Tocquevillem, to społeczeństwo, które najlepiej opanowało umiejętność stowarzyszania się jest najbardziej demokratyczne. Jednakże wspominając Tindera, nie można polegać na samym działaniu. Mogłoby to doprowadzić do lekceważenia zadawania pytań, które wydają się niepraktyczne oraz wymagające dłuższej refleksji. Zastanawiające jest również to, czy można całkowicie oddzielić działanie od myślenia politycznego. Czy działając, nie myślimy o tym co robimy? Czy liczy się dla nas tylko natychmiastowy skutek tu i teraz? Niektórzy uważają, że myślenie kategoriami politycznymi może być bezcelowe i nie przynosić żadnych rezultatów. Należy tutaj jednak pamiętać, że reżimy totalitarne próbowały stłumić myślenie, które łączyło się z indywidualnością – czyli najbardziej niechcianą przez te reżimy cechą.

Wspomnę tutaj jeszcze o jednej kwestii, mianowicie problemie z przyznaniem się do błędu. Albo inaczej ujmując – stwierdzeniem, że było się w błędzie. Brak refleksji nad swoimi wcześniej już ustalonymi przekonaniami prowadzi do zaprzestania kwestionowania idei, co dzieli ludzi. Posiadanie konkretnych przekonań jest oczywiście niesamowicie potrzebne do zachowania pewnej harmonii, lecz ślepe zapatrzenie może przynieść tylko negatywne skutki. Przykładem może być chociażby polska scena polityczna – podzielona i skłócona.

Podsumowując słowami Glenna Tindera:

„Dlaczego zajmujemy się myślą polityczną?” odpowiem: czynimy to, aby znaleźć odpowiedzi, do których nie da się dojść w żaden inny sposób.

Teraz należy tylko rozważać nad tym, jak połączyć myślenie polityczne z działaniem i zrzeszaniem się. Czy jest to możliwe i czy społeczeństwo, nawet obywatelskie, jest na to gotowe?

_____
Zainspirowane „Myśleniem politycznym” Glenna Tindera

Otagowane , , , , ,